Mike złapał mnie za nadgarstek i lekko pociągnął w swoją stronę.
-No choc Lily! Połóż tu walizki,a teraz choc bo się spóźnimy na rozpoczęcie roku!
Zająkałam się, położyłam walizki i nadal trzymana za nadgarstek,pobiegłam za Mike'em. Zwolniliśmy po czym po cichu zapytał:
-A wzięłaś jakąś sukienkę?-Zatrzymał się i spojrzał mi w oczy-No?
Zaśmiałam się.
-Chyba jedną wzięłam, a co?
-Bo chyba wiesz że po rozpoczęciu mamy bal powitalny?
-Eeee,tak? Nikt mi o tym nie powiedział!
-No mi też, mama dała mi szatę balową... Wyglądam w niej jak idiota-Westchnął-No ale cóż, raz się żyje!
Pobiegliśmy, a po chwili przed nami znalazły się wielkie, stare drzwi.
-Jesteśmy.
Drzwi otworzyły się, a naszym oczom ukazał się sam profesor Rondervil a wokół ścian, stały podłóżne, złączone stoły przy których siedziały dzieci w różnym wieku. Zauważyliśmy Jack'a i szybko poszliśmy w jego stronę. Po jednej stronie stołu siedziały dziewczyny a po drugiej chłopacy. Niewiedziałam gdzie pójśc. Wzruszyłam ramionami i wcisłam się między jakieś dwie dziewczyny. Po chwili potężnego hałasu, profesor Rondervil zaczął mówic:
-Witam was, drodzy uczniowie. Jak widzicie, nasze grono powiększyło się o aż 37 uczniów pierwszego roku. Mam również nadzieje, że wy starsi uczniowie z radością ich poznacie. Po zakończeniu uczty, każdy pójdzie do przydzielonego sobie pokoju i przebierze się tam, aby znów zawitac w tej sali. Gdy wszyscy uczniowie opuszczą swoje pokoje, na Wielkiej Sali rozpocznie się bal powitalny, na który wszyscy macie przybyc. Dziewczęta, proszę o założenie sukienek, na które nałożycie bolerka ze znakiem Komogen. Chłopcy, a wy załóżcie szaty balowe. Proszę się niewstydzic. W każdym pokoju dziewczęta znajdą swoje bolerka i nowe buty balowe. -Jakaś dziewczyna podniosła rękę i powiedziała coś bardzo po cichu,po czym profesor Rondervil dodał-Tak, tak każdy musi miec swojego partnera, z którym będzie tańczył. Na zaproszenie towarzysza, macie całą pół godzinną przerwę. Do zobaczenia na balu powitalnym,drodzy uczniowie!
Uczniowie wyszli z Wielkiej Sali z wielkim hukiem. Zaczekałam, i poszłam na sam tył. Po chwili zobaczyłam Mick'a i Jack'a czekających na mnie i szeptających coś do siebie. Domyśliłam się że rozmawiają o mnie.
-Hej Lily-Powiedział Jack wyprzedzając Mick'a-Choc szybko bo.....
-...Bo niezdążymy zaprosic na bal swoich towarzyszy-Dokończył szybko Mick,po czym spojrzał w stronę Jack'a i głośno odchrząknął-Dobra, chodźcie.
Szybko weszliśmy po długich, krętych schodach na górę.Tam ukazał się nam długi korytarz, na którym było mnóstwo drzwi, między którymi wisiały szeptające ze sobą obrazy. Po chwili ujrzeliśmy profesora Rondervil'a:
-Witam was, oto wasze drzwi.Zapraszam.
Wskazał drzwi z numerkiem siedem. Nasza trójka szybko wymieniła podekscytowane spojrzenia a Mick wziął klucze i otworzył nasz pokój. Z naszych gardeł wydobył się cichy jęk zachwycenia. Szybko podbiegłam do najładniejszego łóżka i usiadłam na nim, a zaraz po tym znalazło się tam bolerko na bal.
Po chwili Mick zajął łóżko naprzeciwko mnie,a Jack zajął łóżko za mną. Chłopacy poszli do łazienki się przebrac, a ja zrobiłam to samo tylko że w pokoju.Bardzo się śpieszyłam,przecież chłopaki mogli wyjśc w każdej chwili.Ubrałam się i usiadłam na moim łóżku.Po chwili usłyszałam chichot zza drzwi łazienki, a potem uchyliły się i ujrzałam oko Jack'a.Spojrzał na mnie,zaśmiał się i szybko zamknął drzwi.Tym razem na klucz.Usłyszałam szept Mick'a:
-Ej,no to co robimy Jack? Mówimy jej coś czy nie?
-Niewiem,ale niewiem też o czym.
-O Tym Którego-Imienia-Niemożna-Wymawiac-Przy-Rondervilu.
-No dobra...
Drzwi otworzyły się,a ja byłam coraz bardziej przerażona.
-Lily...-Powiedział Mick-Mamy sprawę
Udałam że nie słyszałam,o czym rozmawiali w łazience.
-Tak?
-No bo...Ty nazywasz się Wood,a ten,no...-Zaczął,ale tym razem Jack.-No wiesz...
-...Wiem, że mój ojciec nazywał się Bob? Bob Wood? Wiem.
Odeszłam od nich i stanęłam przy ruszającym się obrazie jakiegoś człowieka, nie zwracając uwagi na Mick'a i Jack'a.
-Lilyi... Szybko! Chodź,zaraz zacznie się bal.A ten,wiesz...-Zaczął zakłopotany Mick-Czy...
Jack parsknął głośnym śmiechem. Mick głośno odchrząknął i zaczął po raz drugi:
-No bo...Każdy musi miec partnera na bal. Czy poszłabyś...Ze mną?
-Hm...Dlaczego by nie.Zgadzam się.
Po chwili Mick odwrócił się do mnie plecami i usłyszałam cichutkie: Jest!
Jack znów wybuchnął śmiechem,tym razem o wiele bardziej głośnym i donośnym.
Mick złapał mnie za nadgarstek, pociągnął w stronę drzwi i jedną ręką założył lewego buta. Z śmiechem biegliśmy przez korytarz pełen drzwi, zostawiając w tyle Jack'a, po chwili byliśmy już na schodach. Zatrzymaliśmy się.Mick spojrzał mi głęboko w oczy, uśmiechnął się i powiedział:
-Ślicznie wyglądasz w tej sukience.-Spojrzał na mój strój-Jest błękitna jak twoje oczy.
Mówił tak, jakby znał mnie już od bardzo, bardzo dawna i jakbym była nie jego koleżanką czy przyjaciółką, mówił do mnie tak, jak do swojej dziewczyny.
-Dziękuję,Mick-Wyszeptałam, mając nadzieje na to, że nie zarumieniłam się-To idziemy? Wszyscy są już na dole!
Odwróciłam się słysząc ciężkie kroki. Tak jak myślałam, był to Jack. Wyglądał tak, jakby śmiał się z nas od jakichś pięciu minut. Po chwili zauważyłam szatę balową mojego "balowego partnera". Była beżowa, z uroczą kokardką na rękawach i muszką przy szyi. Mick znów złapał mnie za nadgarstek i pobiegliśmy w dół. Tym razem wolniej. Ze spokojem, przeszliśmy przez "Pokój Początkowy" i otworzyliśmy wielkie drzwi. Pierwsze co zobaczyłam, po otworzeniu tych drzwi, to cudownie ubrane pomieszczenie, na które nie jednemu przyszło by namyśl wesele. Złapał mnie za rękę i ustawiliśmy się w długiej kolejce uczniów, dobranych parami...
środa, 24 lipca 2013
środa, 17 lipca 2013
Rozdział III "Poznawanie szkoły i pierwsza przyjaźń"
-No,dalej to chyba poradzisz sobie sama-powiedział ponuro Michael.Miałam lekkie wrażenie, że Michael nie chce wracac do swojego domu......-Zastukaj w drzwi cztery razy, a potem.....
Mój "pomocnik" zamilkł w pół zdania. Lecz chyba sama domyśliłam się o co mu chodzi. Zapukałam cztery razy po czym powiedziałam:
-A potem.....Drzwi otworzą się same.-Minę miałam taką, jakbym zobaczyła coś, na co czekałam od urodzenia.
Zamek był wielki, ponury i bardzo tajemniczy, nawet jak na szkołę magii. Zdziwiłam się, że uczniów niema na korytarzu.A...no tak! Przecież są w jednej sali...Jeszcze nie rozpoczął się rok szkolny!
-Lily! Śpiesz się! Zaraz zacznie się apel rozdzielenia!
Szybko złapałam torby i wbiegłam na korytarz. Rozejrzałam się po korytarzy, a przede mną nagle pojawił się jakiś dziwny mężczyzna.
-Dzieńdobry...-Wyjąkałam jakby do nikogo.-Kim pan jest? Czy pan jest......
-.....Dyrekotem? Tak jestem. Witam Cię-Powiedział i zaraz po tym ściszył głos-A tak ogółem to jak się nazywasz?
-Mam na imię Lily.-Nieśmiało powiedziałam-a pan?
-Lily,Lily Wood?-Spojrzał na mnie spod okularów,a ja pokiwałam głową-Ja? Ja jestem Rondervil. Rob Rondervil. Dla Ciebie profesor Rondervil.
-Gdzie mogę położyc torby panie profesorze?-Zapytałam,po czym zorientowałam się że patrzy na nas jakiś chłopak.-Panie Profesorze.... Gdzie będziemy mieli apel?
Miałam ochotę zapytac profesora Rondervil'a na amen. Gdy bez tchu zadawałam odpowiedzi, szybko odwróciłam się w stronę nieznajomego chłopaka a on się zaśmiał. Po chwili doszedł do niego jeszcze jeden chłopak.Zaczęli coś szeptac a zaraz potem śmiac się jak małe dzieci, a oni wcale tacy mali nie byli. Spojrzałam się na nich,a pierwszy chłopak zrobił bardzo śmieszną minę, wiec moje pytania do profesora Rondervil'a zostały przerwane parsknięciem śmiechu. Gdy skączyłam zadawac pytania, nagle pan profesor powiedział:
-No,Lily. Teraz mam dla Ciebie niespodziankę...-Powiedział po czym tajemniczo spojrzał na tych chłopaków, i ze znaczącym uśmiechem wskazał ręką.-Domyśliłem się, że już ich zauważyłaś...
Zaśmiał się.Znów spojrzałam na dwóch chłopaków,stojących w rogu "Pokoju Początkowego".Chłopak, który pierwszy przyszedł mnie obserwowac posłał mi uprzejmy uśmiech. Miał blond włosy, duże oczy i możliwe że był tego samego lub podobnego wzrostu co ja.
-A więc oni...-Przerwałam śmiechem-...To niespodzianka dla mnie?
Zaśmiałam się, a tajemniczy blondyn chyba nie zrozumiał tego zdania tak jak ja.Zaśmiał się, tak głośno że nawet profesor zrobił śmieszną minę. Jak on mógł to zrozumiec? Ah,tak! Zaśmiałam się krótko. Profesor złapał mnie delikatnie za nadgarstek i pociągnął za sobą. Zrozumiałam, że mam iśc za nim. Zatrzymaliśmy się o krok przed chłopakami. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na wielkie, zielone oczy tajemniczego blondyna. Zwróciłam też uwagę na drugiego chłopaka. Był brunetem, o niebieskich oczach. Był wyższy ode mnie. Zgadłam, pierwszy chłopak był tego samego wzrostu co ja. Zielonooki chłopak zrobił krok do przodu, tak że prawie zetkneliśmy się czubkami swoich butów. Wszyscy zaśmiali się, patrząc na nasze buty.
-Cześc, jestem Mike. A ty jesteś Lily, z tego co słyszałem.-Spojrzał się na mnie i uśmiechnął się ciepło-Będziesz chodziła z nami do jednej klasy.Twój wujek...A,tak! Kwiryniusz.Powiadomił nas o twoim przybyciu.
Z utęsknieniem spojrzałam w stronę drzwi, licząc że zobaczę tam Kwiryniusza. Niestety, nie było go tam.
-Tak Mike,ja jestem Lily Wood.A ty jesteś Mike...?
-...Harris.-Odpowiedział,a jego kolega głośno odchrząknął-A,to jest Jack,Jack Harvey.
Jack spojrzał na mnie i podał mi niepewnie rękę. Przywitałam się z nim po czym odwróciłam się, aby zapytac profesora o co chodziło mu z tą niespodzianką,choc wiedziałam co miał na myśli. Ku mojemu zdziwieniu Profesora Rondervil'a nie było. Jakby rozprysł się w powietrzu.
Mój "pomocnik" zamilkł w pół zdania. Lecz chyba sama domyśliłam się o co mu chodzi. Zapukałam cztery razy po czym powiedziałam:
-A potem.....Drzwi otworzą się same.-Minę miałam taką, jakbym zobaczyła coś, na co czekałam od urodzenia.
Zamek był wielki, ponury i bardzo tajemniczy, nawet jak na szkołę magii. Zdziwiłam się, że uczniów niema na korytarzu.A...no tak! Przecież są w jednej sali...Jeszcze nie rozpoczął się rok szkolny!
-Lily! Śpiesz się! Zaraz zacznie się apel rozdzielenia!
Szybko złapałam torby i wbiegłam na korytarz. Rozejrzałam się po korytarzy, a przede mną nagle pojawił się jakiś dziwny mężczyzna.
-Dzieńdobry...-Wyjąkałam jakby do nikogo.-Kim pan jest? Czy pan jest......
-.....Dyrekotem? Tak jestem. Witam Cię-Powiedział i zaraz po tym ściszył głos-A tak ogółem to jak się nazywasz?
-Mam na imię Lily.-Nieśmiało powiedziałam-a pan?
-Lily,Lily Wood?-Spojrzał na mnie spod okularów,a ja pokiwałam głową-Ja? Ja jestem Rondervil. Rob Rondervil. Dla Ciebie profesor Rondervil.
-Gdzie mogę położyc torby panie profesorze?-Zapytałam,po czym zorientowałam się że patrzy na nas jakiś chłopak.-Panie Profesorze.... Gdzie będziemy mieli apel?
Miałam ochotę zapytac profesora Rondervil'a na amen. Gdy bez tchu zadawałam odpowiedzi, szybko odwróciłam się w stronę nieznajomego chłopaka a on się zaśmiał. Po chwili doszedł do niego jeszcze jeden chłopak.Zaczęli coś szeptac a zaraz potem śmiac się jak małe dzieci, a oni wcale tacy mali nie byli. Spojrzałam się na nich,a pierwszy chłopak zrobił bardzo śmieszną minę, wiec moje pytania do profesora Rondervil'a zostały przerwane parsknięciem śmiechu. Gdy skączyłam zadawac pytania, nagle pan profesor powiedział:
-No,Lily. Teraz mam dla Ciebie niespodziankę...-Powiedział po czym tajemniczo spojrzał na tych chłopaków, i ze znaczącym uśmiechem wskazał ręką.-Domyśliłem się, że już ich zauważyłaś...
Zaśmiał się.Znów spojrzałam na dwóch chłopaków,stojących w rogu "Pokoju Początkowego".Chłopak, który pierwszy przyszedł mnie obserwowac posłał mi uprzejmy uśmiech. Miał blond włosy, duże oczy i możliwe że był tego samego lub podobnego wzrostu co ja.
-A więc oni...-Przerwałam śmiechem-...To niespodzianka dla mnie?
Zaśmiałam się, a tajemniczy blondyn chyba nie zrozumiał tego zdania tak jak ja.Zaśmiał się, tak głośno że nawet profesor zrobił śmieszną minę. Jak on mógł to zrozumiec? Ah,tak! Zaśmiałam się krótko. Profesor złapał mnie delikatnie za nadgarstek i pociągnął za sobą. Zrozumiałam, że mam iśc za nim. Zatrzymaliśmy się o krok przed chłopakami. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na wielkie, zielone oczy tajemniczego blondyna. Zwróciłam też uwagę na drugiego chłopaka. Był brunetem, o niebieskich oczach. Był wyższy ode mnie. Zgadłam, pierwszy chłopak był tego samego wzrostu co ja. Zielonooki chłopak zrobił krok do przodu, tak że prawie zetkneliśmy się czubkami swoich butów. Wszyscy zaśmiali się, patrząc na nasze buty.
-Cześc, jestem Mike. A ty jesteś Lily, z tego co słyszałem.-Spojrzał się na mnie i uśmiechnął się ciepło-Będziesz chodziła z nami do jednej klasy.Twój wujek...A,tak! Kwiryniusz.Powiadomił nas o twoim przybyciu.
Z utęsknieniem spojrzałam w stronę drzwi, licząc że zobaczę tam Kwiryniusza. Niestety, nie było go tam.
-Tak Mike,ja jestem Lily Wood.A ty jesteś Mike...?
-...Harris.-Odpowiedział,a jego kolega głośno odchrząknął-A,to jest Jack,Jack Harvey.
Jack spojrzał na mnie i podał mi niepewnie rękę. Przywitałam się z nim po czym odwróciłam się, aby zapytac profesora o co chodziło mu z tą niespodzianką,choc wiedziałam co miał na myśli. Ku mojemu zdziwieniu Profesora Rondervil'a nie było. Jakby rozprysł się w powietrzu.
sobota, 6 lipca 2013
Rozdział II "Podróż i szkoła"
Hej , ja tylko przerywam wam czytanie aby wstawic moją ulubioną piosenkę . Wczoraj oglądałam na TVN : Harry Potter i Więzień Azkabanu . A ta piosenka jest taka jakaś inna niż wszystkie , a gdy jej słucham to jest taki super nastrój. . . Związana jest oczywiście z najbardziej romantyczną parą w HP . Harry & Ginny <333 Dobra , wstawiam i już kontynuuje II Rozdział :D
Obudziłam się o drugiej w nocy.Obudził mnie rzecz jasna,wujek .
-No , cześc Lily . Michael już u nas jest .
Ziewnęłam , a z mojego gardła niespodziewanie wydobył się cichy , zmęczony jęk . Zaśmiałam się .
-Już wstaję , ubrania mam na sobie więc tylko wezmę moje torby i . . .-Znów ziewnęłam.
-. . . i Michael przetransportuję Cię do szkoły Magii .
Szybko zabrałam torby , przytuliłam wujka i niepewnie stanęłam naprzeciwko Michaela . Jednak obróciłam się , zrobiłam kilka kroków i ze łzami rzuciłam się na wujka .
-Dziękuje . . . -Wyszeptałam , wisząc wujowi na szyi .
Mój wuja uśmiechnął się , a po jego policzkach popłynęły łzy .
Było ciemno , więc ledwo się widzieliśmy . Michael zaświecił małe światełko w gniazdku , rozświetlając mnie i brata mojego taty .
-Kocham Cię wujku .
-Tak Lilka , ja Ciebie też . Przyjedź do nas na święta .
-Dobrze , ale coś czuję że ty i ciocia się pokłócicie .
Wuja uchylił usta , nie mówiąc nic . Wiedziałam , że on pomyślał o tym samym , już od jakiegoś czasu się nie dogadywali . Ciocia Pery , coraz częściej krzyczała na wuja , a potem zamykała się w łazience . Na chwilę zgasło światło a my spojrzeliśmy po sobie lekko wystraszeni co to było . Wuja zaśmiał się cicho , nadal z łzami w oczach .
-To ja , nie domyśliłaś się ? Przecież zawszę mam ze sobą różdżkę .
Uśmiechnęłam się .
-No dobra Kwiryniusz, kończ już tą wzruszającą scenkę rodzinną .
-Cicho bądź Michael , bo na Ciebie Cromów naśle!
Michael zaśmiał się i powiedział:
-Jasne , jasne Kwiryniuszu .
Wuja Kwiryniusz syknął coś przez zaciśnięte zęby i ze swojej szyi zdjął talizman .
-Masz , Lily , to talizman twojej mamy , noszę go od tamtej pory . . .
Zawiesiłam wzrok w talizmanie , modląc się , aby Kwiryniusz nie wypowiedział od jakiej pory go nosi .
Mój wujek domyślił się jednak o czym myślałam. . . I całe szczęście !
-Dobra Lily , koniec tych czułości musicie już leciec . -Westchnął-Bierz te toby Michael .
-Wujku . . . dzięki za wszystko . A czy ciocia coś wie ?-Zapytałam-Mówiłeś jej coś ?
-Hm. . . Pery nic nie wie . Mam jej coś powiedziec?
Pokiwałam przecząco głową, wzięłam torby i wysłałam Kwiryniuszowi słodkiego buziaka.
Michael wyszeptał pod nosem coś ze złością, wyrwał mi z ręki torby i wyszliśmy bez słowa. Nie miałam czasu na myślenie o drodze, myślałam o szkole. Byłam strasznie ciekawa, i to nie jednej rzeczy. W sercu czułam iskierkę nadziei na to, że wreszcie będzie lepiej, że teraz będę żyła jak dawniej, że będę życ jak przed śmiercią matki. Po chwili przypomniałam sobie, że stoję przed jakimś przystankiem . . .
-Czym pojedziemy ?-Zapytałam Michaela po niezręcznej ciszy-Autobusem?
Michael parsknął śmiechem,i za jednym pociągnięciem wyjął z tylnej kieszeni niebieskich jeansów różdżkę.
-Chyba żartujesz! Czarodzieje pojadą autobusem? I to o północy?-Zaśmiałam się lekko zaniepokojona-Chyba słyszałaś o transportacji?
Michael wydawał się byc zdziwiony, choc sama w sumie nie wiedziałam dlaczego. Dlatego, że nie jestem w stu procentach pewna co to transportacja? Słyszałam o teleportacji... ale to? Sama już niewiem, pogubiłam się.
-A więc przetransportujemy się tam? Ale jak?
Mój "przewodnik" wyjął z kieszeni jakiś dziwny podwójny pierścionek z napisem "transportation".
-Włóż tu palec, i zaciśnij mocno oczy... Możesz się przestraszyc gdy je otworzysz .
Włożyłam palec do jednego kółka od pierścionka,zamknęłam oczy, czując lekkie przestaszenie a zarazem podniecenie i ciekawośc. Po chwili poczułam wiatr.
-Jesteś ciekawa co?-Usłyszałam przytłumiony wiatrem głos Michaela-Otwórz oczy.
Otworzyłam oczy, a wokół mnie nagle zawirowały zamki,budynki a nawet jakieś łąki. Zbliżaliśmy się do wielkiego ponurego zamku, otoczonego niskim murem. Czyżby to właśnie szkoła magii? Tak! Zaczęłam domyślac się, żę Michael użył zaklęcia dzięki któremu, można czytac w myślach. Zaśmiał się.
-Widzisz ten zamek?-Zapytał-Oto szkoła magii, czyli Komogen.
Obudziłam się o drugiej w nocy.Obudził mnie rzecz jasna,wujek .
-No , cześc Lily . Michael już u nas jest .
Ziewnęłam , a z mojego gardła niespodziewanie wydobył się cichy , zmęczony jęk . Zaśmiałam się .
-Już wstaję , ubrania mam na sobie więc tylko wezmę moje torby i . . .-Znów ziewnęłam.
-. . . i Michael przetransportuję Cię do szkoły Magii .
Szybko zabrałam torby , przytuliłam wujka i niepewnie stanęłam naprzeciwko Michaela . Jednak obróciłam się , zrobiłam kilka kroków i ze łzami rzuciłam się na wujka .
-Dziękuje . . . -Wyszeptałam , wisząc wujowi na szyi .
Mój wuja uśmiechnął się , a po jego policzkach popłynęły łzy .
Było ciemno , więc ledwo się widzieliśmy . Michael zaświecił małe światełko w gniazdku , rozświetlając mnie i brata mojego taty .
-Kocham Cię wujku .
-Tak Lilka , ja Ciebie też . Przyjedź do nas na święta .
-Dobrze , ale coś czuję że ty i ciocia się pokłócicie .
Wuja uchylił usta , nie mówiąc nic . Wiedziałam , że on pomyślał o tym samym , już od jakiegoś czasu się nie dogadywali . Ciocia Pery , coraz częściej krzyczała na wuja , a potem zamykała się w łazience . Na chwilę zgasło światło a my spojrzeliśmy po sobie lekko wystraszeni co to było . Wuja zaśmiał się cicho , nadal z łzami w oczach .
-To ja , nie domyśliłaś się ? Przecież zawszę mam ze sobą różdżkę .
Uśmiechnęłam się .
-No dobra Kwiryniusz, kończ już tą wzruszającą scenkę rodzinną .
-Cicho bądź Michael , bo na Ciebie Cromów naśle!
Michael zaśmiał się i powiedział:
-Jasne , jasne Kwiryniuszu .
Wuja Kwiryniusz syknął coś przez zaciśnięte zęby i ze swojej szyi zdjął talizman .
-Masz , Lily , to talizman twojej mamy , noszę go od tamtej pory . . .
Zawiesiłam wzrok w talizmanie , modląc się , aby Kwiryniusz nie wypowiedział od jakiej pory go nosi .
Mój wujek domyślił się jednak o czym myślałam. . . I całe szczęście !
-Dobra Lily , koniec tych czułości musicie już leciec . -Westchnął-Bierz te toby Michael .
-Wujku . . . dzięki za wszystko . A czy ciocia coś wie ?-Zapytałam-Mówiłeś jej coś ?
-Hm. . . Pery nic nie wie . Mam jej coś powiedziec?
Pokiwałam przecząco głową, wzięłam torby i wysłałam Kwiryniuszowi słodkiego buziaka.
Michael wyszeptał pod nosem coś ze złością, wyrwał mi z ręki torby i wyszliśmy bez słowa. Nie miałam czasu na myślenie o drodze, myślałam o szkole. Byłam strasznie ciekawa, i to nie jednej rzeczy. W sercu czułam iskierkę nadziei na to, że wreszcie będzie lepiej, że teraz będę żyła jak dawniej, że będę życ jak przed śmiercią matki. Po chwili przypomniałam sobie, że stoję przed jakimś przystankiem . . .
-Czym pojedziemy ?-Zapytałam Michaela po niezręcznej ciszy-Autobusem?
Michael parsknął śmiechem,i za jednym pociągnięciem wyjął z tylnej kieszeni niebieskich jeansów różdżkę.
-Chyba żartujesz! Czarodzieje pojadą autobusem? I to o północy?-Zaśmiałam się lekko zaniepokojona-Chyba słyszałaś o transportacji?
Michael wydawał się byc zdziwiony, choc sama w sumie nie wiedziałam dlaczego. Dlatego, że nie jestem w stu procentach pewna co to transportacja? Słyszałam o teleportacji... ale to? Sama już niewiem, pogubiłam się.
-A więc przetransportujemy się tam? Ale jak?
Mój "przewodnik" wyjął z kieszeni jakiś dziwny podwójny pierścionek z napisem "transportation".
-Włóż tu palec, i zaciśnij mocno oczy... Możesz się przestraszyc gdy je otworzysz .
Włożyłam palec do jednego kółka od pierścionka,zamknęłam oczy, czując lekkie przestaszenie a zarazem podniecenie i ciekawośc. Po chwili poczułam wiatr.
-Jesteś ciekawa co?-Usłyszałam przytłumiony wiatrem głos Michaela-Otwórz oczy.
Otworzyłam oczy, a wokół mnie nagle zawirowały zamki,budynki a nawet jakieś łąki. Zbliżaliśmy się do wielkiego ponurego zamku, otoczonego niskim murem. Czyżby to właśnie szkoła magii? Tak! Zaczęłam domyślac się, żę Michael użył zaklęcia dzięki któremu, można czytac w myślach. Zaśmiał się.
-Widzisz ten zamek?-Zapytał-Oto szkoła magii, czyli Komogen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)