Mike złapał mnie za nadgarstek i lekko pociągnął w swoją stronę.
-No choc Lily! Połóż tu walizki,a teraz choc bo się spóźnimy na rozpoczęcie roku!
Zająkałam się, położyłam walizki i nadal trzymana za nadgarstek,pobiegłam za Mike'em. Zwolniliśmy po czym po cichu zapytał:
-A wzięłaś jakąś sukienkę?-Zatrzymał się i spojrzał mi w oczy-No?
Zaśmiałam się.
-Chyba jedną wzięłam, a co?
-Bo chyba wiesz że po rozpoczęciu mamy bal powitalny?
-Eeee,tak? Nikt mi o tym nie powiedział!
-No mi też, mama dała mi szatę balową... Wyglądam w niej jak idiota-Westchnął-No ale cóż, raz się żyje!
Pobiegliśmy, a po chwili przed nami znalazły się wielkie, stare drzwi.
-Jesteśmy.
Drzwi otworzyły się, a naszym oczom ukazał się sam profesor Rondervil a wokół ścian, stały podłóżne, złączone stoły przy których siedziały dzieci w różnym wieku. Zauważyliśmy Jack'a i szybko poszliśmy w jego stronę. Po jednej stronie stołu siedziały dziewczyny a po drugiej chłopacy. Niewiedziałam gdzie pójśc. Wzruszyłam ramionami i wcisłam się między jakieś dwie dziewczyny. Po chwili potężnego hałasu, profesor Rondervil zaczął mówic:
-Witam was, drodzy uczniowie. Jak widzicie, nasze grono powiększyło się o aż 37 uczniów pierwszego roku. Mam również nadzieje, że wy starsi uczniowie z radością ich poznacie. Po zakończeniu uczty, każdy pójdzie do przydzielonego sobie pokoju i przebierze się tam, aby znów zawitac w tej sali. Gdy wszyscy uczniowie opuszczą swoje pokoje, na Wielkiej Sali rozpocznie się bal powitalny, na który wszyscy macie przybyc. Dziewczęta, proszę o założenie sukienek, na które nałożycie bolerka ze znakiem Komogen. Chłopcy, a wy załóżcie szaty balowe. Proszę się niewstydzic. W każdym pokoju dziewczęta znajdą swoje bolerka i nowe buty balowe. -Jakaś dziewczyna podniosła rękę i powiedziała coś bardzo po cichu,po czym profesor Rondervil dodał-Tak, tak każdy musi miec swojego partnera, z którym będzie tańczył. Na zaproszenie towarzysza, macie całą pół godzinną przerwę. Do zobaczenia na balu powitalnym,drodzy uczniowie!
Uczniowie wyszli z Wielkiej Sali z wielkim hukiem. Zaczekałam, i poszłam na sam tył. Po chwili zobaczyłam Mick'a i Jack'a czekających na mnie i szeptających coś do siebie. Domyśliłam się że rozmawiają o mnie.
-Hej Lily-Powiedział Jack wyprzedzając Mick'a-Choc szybko bo.....
-...Bo niezdążymy zaprosic na bal swoich towarzyszy-Dokończył szybko Mick,po czym spojrzał w stronę Jack'a i głośno odchrząknął-Dobra, chodźcie.
Szybko weszliśmy po długich, krętych schodach na górę.Tam ukazał się nam długi korytarz, na którym było mnóstwo drzwi, między którymi wisiały szeptające ze sobą obrazy. Po chwili ujrzeliśmy profesora Rondervil'a:
-Witam was, oto wasze drzwi.Zapraszam.
Wskazał drzwi z numerkiem siedem. Nasza trójka szybko wymieniła podekscytowane spojrzenia a Mick wziął klucze i otworzył nasz pokój. Z naszych gardeł wydobył się cichy jęk zachwycenia. Szybko podbiegłam do najładniejszego łóżka i usiadłam na nim, a zaraz po tym znalazło się tam bolerko na bal.
Po chwili Mick zajął łóżko naprzeciwko mnie,a Jack zajął łóżko za mną. Chłopacy poszli do łazienki się przebrac, a ja zrobiłam to samo tylko że w pokoju.Bardzo się śpieszyłam,przecież chłopaki mogli wyjśc w każdej chwili.Ubrałam się i usiadłam na moim łóżku.Po chwili usłyszałam chichot zza drzwi łazienki, a potem uchyliły się i ujrzałam oko Jack'a.Spojrzał na mnie,zaśmiał się i szybko zamknął drzwi.Tym razem na klucz.Usłyszałam szept Mick'a:
-Ej,no to co robimy Jack? Mówimy jej coś czy nie?
-Niewiem,ale niewiem też o czym.
-O Tym Którego-Imienia-Niemożna-Wymawiac-Przy-Rondervilu.
-No dobra...
Drzwi otworzyły się,a ja byłam coraz bardziej przerażona.
-Lily...-Powiedział Mick-Mamy sprawę
Udałam że nie słyszałam,o czym rozmawiali w łazience.
-Tak?
-No bo...Ty nazywasz się Wood,a ten,no...-Zaczął,ale tym razem Jack.-No wiesz...
-...Wiem, że mój ojciec nazywał się Bob? Bob Wood? Wiem.
Odeszłam od nich i stanęłam przy ruszającym się obrazie jakiegoś człowieka, nie zwracając uwagi na Mick'a i Jack'a.
-Lilyi... Szybko! Chodź,zaraz zacznie się bal.A ten,wiesz...-Zaczął zakłopotany Mick-Czy...
Jack parsknął głośnym śmiechem. Mick głośno odchrząknął i zaczął po raz drugi:
-No bo...Każdy musi miec partnera na bal. Czy poszłabyś...Ze mną?
-Hm...Dlaczego by nie.Zgadzam się.
Po chwili Mick odwrócił się do mnie plecami i usłyszałam cichutkie: Jest!
Jack znów wybuchnął śmiechem,tym razem o wiele bardziej głośnym i donośnym.
Mick złapał mnie za nadgarstek, pociągnął w stronę drzwi i jedną ręką założył lewego buta. Z śmiechem biegliśmy przez korytarz pełen drzwi, zostawiając w tyle Jack'a, po chwili byliśmy już na schodach. Zatrzymaliśmy się.Mick spojrzał mi głęboko w oczy, uśmiechnął się i powiedział:
-Ślicznie wyglądasz w tej sukience.-Spojrzał na mój strój-Jest błękitna jak twoje oczy.
Mówił tak, jakby znał mnie już od bardzo, bardzo dawna i jakbym była nie jego koleżanką czy przyjaciółką, mówił do mnie tak, jak do swojej dziewczyny.
-Dziękuję,Mick-Wyszeptałam, mając nadzieje na to, że nie zarumieniłam się-To idziemy? Wszyscy są już na dole!
Odwróciłam się słysząc ciężkie kroki. Tak jak myślałam, był to Jack. Wyglądał tak, jakby śmiał się z nas od jakichś pięciu minut. Po chwili zauważyłam szatę balową mojego "balowego partnera". Była beżowa, z uroczą kokardką na rękawach i muszką przy szyi. Mick znów złapał mnie za nadgarstek i pobiegliśmy w dół. Tym razem wolniej. Ze spokojem, przeszliśmy przez "Pokój Początkowy" i otworzyliśmy wielkie drzwi. Pierwsze co zobaczyłam, po otworzeniu tych drzwi, to cudownie ubrane pomieszczenie, na które nie jednemu przyszło by namyśl wesele. Złapał mnie za rękę i ustawiliśmy się w długiej kolejce uczniów, dobranych parami...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz